wtorek, 6 stycznia 2015

Rozdział 4

To już ten dzień. Tak długo wyczekiwany wtorek. To już dziś miałam opuścić to całe Cleveland i zamieszkać w Nowym Yorku. Telefon zawibrował mi w kieszeni spodni od piżamy, zawsze go tam trzymałam. Taki nawyk. "1 NOWA WIADOMOŚĆ - Katie". Otworzyłam i przeczytałam tego dosyć dłuuugieego SMSa.

"Hej kochana ! To już dziś ! Wtorek ! Przeprowadzamy się do Nowego Yorku ! Z tego wszystkiego siedze już na lotnisku i na Ciebie czekam ! Mam nadzieje, że nie zapomnisz o mnie kiedy już rozjedziemy się w dwie różne ulice Nowego Yorku. Przychodź szybko bo muszę Cię zaprzytulać na śmierć. Żebyś o mnie nie zapomniała."

Moja odpowiedź była raczej krótka w porównaniu do tego co napisała Katie

"Nie zapomne !!! A co do mojego przyjścia to narazie musisz przytulać obsługę bo dopiero co się obudziłam HAHA"

Jej odpowiedź mówiła wszystko

"Fuuu ! Nie, wolę Ciebie"

Uśmiechnęłam się do telefonu i odłóżyłam go na poduszkę obok. Przeciągnęłam się jeszcze ostatni raz w tym łóżku i wstałam. Był wtorek a więc tata był już dawno w pracy. Podwójna wolność.
- Hmmm... A więc ... Mam jeszcze 3 godziny do odprawy na lotnisku. - powiedziałam sama do siebie
Poszłam do łazienki. Umyłam zęby i wzięłam szybki prysznic. Potem w samym ręczniku wróciłam do pokoju. Otworzyłam szafe z ubraniami. Nie miałam już zbyt wiele do wyboru bo leżały tam tylko jedne szorty, bluzka i bluza. Ubrałam się szybko i wróciłam do łazienki, żeby uczesać włosy. Po długim namyśle w końcu zaplątałam je w warkocz. Znowu weszłam do pokoju i usiadłam na łóżku. Biała pościel leżała tak równo. Słońce wpadało przez okno dachowe. W tej chwili pokój wyglądał inaczej niż zwykle. Tak ... prawie magicznie. Spojrzałam na biurko. Ile godzin przy nim spędziłam. Ile się tu uczyłam do sprawdzianów. Patrzyłam na wszystko po kolei. Wszystko było dla mnie jakimś wspomnieniem sprzed lat. Czasami sprzed miesiąca. Uśmiechnełam się ostatni raz i zeszłam na dół do salonu. Telewizor był włączony i baardzo zciszony. Tata zawsze tak robił kiedy szedł do pracy. Obejrzałam ostatni odcinek serialu i poszłam na góre po bagaże. Nie spodziewałam się, że mam tu aż tyle rzeczy. Wzięłam ostatnią - czwartą walizkę i postawiłam je obok drzwi. Napiłam się ostatni łyk soku pomarańczowego, wzięłam torebkę, postawiłam wszystkie walizki na schodach za drzwiami. Wyjęłam klucze i zamknęłam drzwi. W moim oku pojawiła się jakaś malutka łezka. "Tylko czy ja naprawdę tego chcę ?" zapytałam sama siebie. "Tak ! Przestań płakać i wsiadaj w taksówke" odpowiedziałam sobie. Wytarłam szybko tą cholerną łezkę i złapałam za walizki. Taksówka właśnie podjechała pod brame. Wysiadł z niej jakiś młody, opalony facet. Miał na sobie tandetne okulary przeciws słoneczne, w ustach miętową gumę, a na włosach tonę żelu.
- Colleen Young tak ? - zapytał dosyć piskliwym głosikiem
- Taaa... - odpowiedziałam bez przekonania
- Pomóc pani z tymi walizami ? - uśmiechnął się
- Jakby pan mógł - rzuciłam grzecznie
Wsiadłam do taksówki, a taksówkarz pakował walizki do bagażnika. Wyjęłam telefon z torebki i napisałam do Katie

"Właśnie wsiadłam do miętowej taksówki HAHA będę za 20 minut"

Chyba czekała na tego SMSa bo odpowiedziała w pół minuty

"Czekam ! PS Miętowej ?!"

Kiedy przeczytałam wiadomość młody fan mięty wsiadł do auta.
- No to gdzie jedziemy ? - zaśmiał się
- Na lotnisko - rzuciłam
Przez całą droge ewidentnie mnie podrywał. Gadał coś o swojej pracy i o tym jak bardzo lubi poznawać ludzi których wozi. Przez grzeczność tylko mu potakiwałam, a w głowie odliczałam sekundy do momentu kiedy zobacze przez okno jakiś samolot czy cokolwiek.

2 komentarze:

  1. Haha ciesze się, że się podoba :) Next właśnie dodany hehe :) Licze na komentarz

    OdpowiedzUsuń