Dzień drugi mojego mieszkania w Nowym Yorku. A właściwie można powiedzieć, że pierwszy. Obudziłam się bardzo wcześnie rano. Gdy wyjęłam telefon spod poduszki była szósta. Równo. Dawno tak wcześnie nie wstałam. Byłam nadal strasznie zaspana, ale nie chciałam po prostu wrócić do spania w tym super wygodnym łóżku. Przeciągnęłam się i ziewnęłam. Przetarłam oczy i usiadłam przykrywając się białą kołdrą. "Chyba pora wstać i rozpakować ostatnie rzeczy" ziewnęłam sama do siebie. Zawinęłam się w kołdrę i wstałam. Powoli poszłam do łazienki. Wszystkie te pokoje były takie piękne. Jeszcze raz westchnęłam. Przejrzałam się w lustrze i poprawiłam włosy. Umyłam zęby i wróciłam do sypialni. Rzuciłam się na podwójne łóżko, które było tak wygodne i miękkie. "Koniec tego dobrego, trzeba iść do sklepu" uśmiechnęłam się sama do siebie. Zdecydowanie za dużo ze sobą rozmawiam. To chyba dziwne...
Założyłam pierwszą z brzegu granatową koszulkę, i długie legginsy. Zza okna widać było, że nie jest zbyt ciepło. Wrzuciłam telefon do torebki i przeżuciłam ją przez rękę. Pierwszy raz szybko szłam przez hol. Wyszłam i zamknęłam za sobą drzwi. Szłam przed siebie, nawet nie wiedziałam gdzie jest centrum handlowe. Szłam gdziekolwiek byle wyjść troche do nowojorczyków. Parenaście metrów dalej znalazłam mały sklep. Weszłam do środka i kupiłam pare bułek i innych rzeczy na śniadanie, obiad i dzisiejszą kolacje. Gdy wychodziłam ze sklepu zaczął padać deszcz. "Fuck !" prychnęłam sama do siebie. Naciągnęłam szybko kaptur i wzięłam torby z zakupami do drugiej ręki. Szłam bardzo szybko, prawie biegłam. Nie chciałam aż tak bardzo zmoknąć. Dobiegłam do drzwi i przekręciłam szybko klucz w zamku. Weszłam do środka i zostawiłam zakupy przy drzwiach. Zdjęłam szybko mokrą bluzę i powiesiłam na wieszaku obok. Poszłam do kuchni, do najcieplejszego pokoju w tym mieszkaniu. Usiadłam na blacie i napisałam SMSa do taty.
"W ramach tych odwiedzin raz na dwa miesiące ... Może przyjedziesz za tydzień ?"
Odpowiedź była krótka.
"Ok"
Jakby to nie on ją pisał. Wtedy nie zwróciłam za bardzo na to uwagi. Usłyszałam jak przez otwór na pocztę listonosz wkłada jakiś list. Zeskoczyłam szybko i podeszłam pod drzwi. Na podłodze leżała mała koperta z adresem. Podniosłam ją i rozdarłam. Bilety. No tak. Zapomniałam. Podatrą kopertę przesunęłam nogą w kierunku ściany, a bilety położyłam na stoliku w salonie. Wróciłam do kuchni. Zadzwoniłam do Katie i w tym samym czasie zabrałam się za robienie śniadania.
- Halo ? - odebrała
- Cześć ! - przywitałam się
- Jak Ci się podoba Nowy York ? - zaśmiała się
- Tak... troche bardzo zimno... Ale i tak jest super - powiedziałam
- A jak mieszkanie ? - zapytała
- Niesamowite. Ogromne. Cudowne - odpowiedziałam - a właśnie ... przed minutą dostałam bilety na koncert - dodałam
- To cudownie, już nie mogę się doczekać - pisnęła
- Ja też nie - uśmiechnęłam się
- Słuchaj, muszę kończyć, pa, do zobaczenia ... yy... pojutrze - mówiła
- Do zobaczenia - rzuciłam
Rzuciłam telefon na blat kuchenny i zabrałam się za jedzenie śniadania. Potem poszłam do salonu i włączyłam telewizor. Wzięłam z sypialni jeden z filmów na DVD i zaczęłam oglądać. Gdy film się skończył, próbowałam dodzwonić się do taty, ale on ciąglke nie odbierał więc zabrałam się za oglądanie kolejnego filmu. Po paru godzinach zrobiłam obiad i spędziłam resztę dnia przeglądając
Facebook'a, Twittera i inne strony. Poszłam spać bardzo wcześnie.
Super! Czekam na next :D Zapraszam do mnie :D http://givemethepotencyof.blogspot.com/
OdpowiedzUsuń