Przez ostatnie dwadzieścia lat mojego życia mieszkałam w Cleveland. Ale postanowiłam to zmienić. Byłam typową córeczką tatusia od kiedy moja mama zginęła w tym cholernym wypadku samochodowym gdy miałam 9 lat. To był strasznie trudny okres w moim życiu bo byłam jeszcze małą dziewczynką i nagle cały mój świat się zawalił. Musiałam wtedy się zmienić i zacząć współpracować z ojcem. Na początku było trudno, a świat bez mamy wydawał się pusty i przerażający. Po roku to się zmieniło. Stałam się bardziej pewna siebie, ale w domu nadal zachowywałam się jak najgrzeczniejsza mała dziewczynka na świecie. Zostało mi tak do chwili obecnej. Tyle, że teraz praktycznie nie ma chwili kiedy nie staram się być najlepsza. Co wcale nie znaczy, że taka jestem.
...
Po dwóch miesiącach zastanawiania się nad sensem wyjazdu i jego sprytnym uzasadnieniem nie wpadłam na nic wystarczająco mądrego co było kolejnym powodem do NIE bycia idealnym. W końcu wpadłam na pomysł żeby powiedzieć o tym tacie i wymyślać argumenty na szybko.
- Mam dla ciebie pewną ... hmmm... propozycję - zaczęłam kiedyś przy śniadaniu
- Słucham - rzucił bardzo niepewnie
- Chciałabym ... Chciałabym sie przeprowadzić ... - zaczęłam ledwo słyszalnym głosem
- Co ? - przerwał
- Do Nowego Yorku - dokończyłam nie słuchając poprzedniego pytania
- Nie - odpowiedział bardzo stanowczym głosem
- Ale tato ... - starałam się go przekonać
- Powiedziałem 'nie' - powiedział prawie krzycząc
- Ale ... to nie aż tak daleko ... A ja tak bardzo chciałabym tam pojechać. - błagałam
- Colleen... Dobrze wiesz jakie są zasady - odrzucał moją prośbę kolejny raz
- Tato ! Nie ma żadnych zasad. Pojade do Nowego Yorku i koniec. Nie jestem już małą dziewczynką i umiem sama wsiąść w samolot !! - wrzeszczałam na całe gardło, potem się rozpłakałam i wyszłam rzucając widelcem o stół.
"To zawsze działa.." pomyślałam i powędrowałam na górę do swojego pokoju. Specjalnie głośno trzasnęłam drzwiami i rzuciłam się na łóżko. Zaczęłam udawać że bardzo głośno płaczę. Przycisnęłam twarz bardzo mocno do poduszki, żeby wydawała się czerwona. Po jakiś dziesięciu minutach mojego udawanego lamentu do pokoju wszedł on - wysoki facet w czarnej koszulce The Rolling Stones - mój tata.
- Dobrze, przeprowadzisz się do Nowego Yorku ... - mówił uległym głosem
- Jezus ! Naprawdę ?! - udawałam zaskoczenie, mała dziewczynka jak zawsze postawił na swoim.
- Tak - rzucił ze smutkiem w głosie. Przegrał.
Zaczęłam skakać z radości po łóżku i po innych meblach. Tata jak widać nie chciał być już dłużej świadkiem tych wydarzeń bo wyszedł bardzo cicho zamykając drzwi. Od początku wiedziałam co robić żeby z nim wygrać ale i tak bardzo się cieszyłam. Byłam tak podekscytowana, że wchodziłam chyba na każdy portal na którym miałam konto i pisałam tylko "Nowy York !! Oto nadchodzę !! Strzeżcie się haha !" Pod koniec przeżuciłam się na Omegle. Do każdego nieznajomego pisałam ten sam tekst "AAA !! Przeprowadzam się do NY" i od razu rozłączałam czat. Byłam niesamowicie szczęśliwa. Potem, gdy już mi się znudziło, zaczęłam przeszukiwać internet w celu znalezienia jakiegoś mieszkania czy czegokolwiek innego. Chciałam od razu dowiedzieć się gdzie jest fajnie i w którym miejscu dobrze się mieszka. Gdzie są dobre restauracje, kawiarnie czy jeszcze inne ciekawe miejsca. Byłąm tak pochłonięta szukaniem, że po dziesięciu minutach upłynęły cztery godziny. Była 5:30 nad ranem. "O Jezu!" powiedziałam sama do siebie. Zamknęłam laptop nie wyłączając go i szybko gdzieś położyłam. Przykryłam się kołdrą z nadzieją że tata jeszcze śpi i nie wpadnie na pomysł, żeby wejść do mojego pokoju. Dosłownie po pięciu minutach zasnęłam. Spałam tylko cztery i pół godziny, bo już o 10 z kuchni dobiegały rozmaite dźwięki które sygnalizowały że ojciec próbuje zrobić śniadanie, a ja muszę tam iść i to skontrolować.
Pisz dalej :D
OdpowiedzUsuń